poczta@zsp.wieruszow.pl | telefon: 62 784 13 21 | faks: 62 784 17 71

ZSP Wieruszów

Życie w Bolonii z perspektywy zagranicznego ucznia



Życie w Bolonii z perspektywy zagranicznego ucznia

Bolonia to miasto “punkt” dla młodych ludzi, studentów – uczących się. Jest ono bardzo rozmaite i nietuzinkowe, sami się o tym przekonaliśmy, korzystając z uroków tego miasta przez cały miesiąc. Nasza grupa składała się z trzech różnych profili: budowlańcy, mechatronicy oraz informatycy. Razem wspólnie, a czasem i w mniejszej grupie, poznawaliśmy coraz to ciekawsze zakamarki Bolonii.

Pierwsze kroki postawiliśmy na bolońskim lotnisku, “Lotnisko Bolonia Marconi”, więc już od początku doświadczyliśmy bolońskiego klimatu. Podróż była dość męcząca, ponieważ sam lot trwał 1,5 godziny, plus ok, 40 minut jazdy autobusem do naszego miejsca docelowego czyli akademika ‘’Camplus Mazzini”. Jednak mimo kilkugodzinnego zmęczenia, czuliśmy motywującą energię, więc postanowiliśmy zapoznać się z naszym nowym miejscem zamieszkania, które miało nam służyć przez najbliższy miesiąc.

Cały kampus był spory, ale mimo to często spotykaliśmy się w kuchni wieczorami i graliśmy w karty, czy rozmawialiśmy z innymi studentami (np.włoskimi studentami uczącymi się w Bolonii) czy uczniami z Poznania, którzy również tak jak my, odbywali zagraniczne praktyki.

Już pierwszego dnia zobaczyliśmy bolońskie uroki za dnia i nocy. W czasie kiedy słońce nam wszystko oświetlało, każdy z nas odwiedził swoje miejsce pracy za pomocą komunikacji miejskiej. Autobusy mają dziwny system jeżdżenia w koło, do czego trzeba się przyzwyczaić. Podobnie było z widokiem na niebo, ponieważ patrzenie na nie było utrudnione, gdyż zasłaniały je fantastyczne arkady. Jednak nie było to dla nas problemem, a szczególnie w dni deszczowe, ponieważ parasol był nam zbędny. Pierwszy wspólny wieczór spędziliśmy podczas powitalnej kolacji w bolońskiej restauracji ‘’Lab 16” (Via Zamboni, 16/D, 40126 Bologna),w klimatycznym miejscu, które pokazała nam Pani Katja ( nasza tamtejsza prawa ręka). Sam początek oraz czas zaaklimatyzowania się w nowym otoczeniu minął nam bardzo przyjemnie i lekko, ponieważ z każdym choćby najmniejszym problemem czy kłopotem pomagał nam nasz opiekun, Pan Norbert Junke oraz później Pani Luiza Rytelewska, za co jesteśmy ogromnie wdzięczni.

Podczas całego wyjazdu smakowaliśmy włoskich tradycyjnych potraw. Kraj ten zaskoczył nas różnorodnością makaronów. Jednak również chrupiąca pizza stała się naszym ulubieńcem. Niewątpliwie niezastąpioną pizzerią każdego z nas stała się kultowa (oraz bardzo popularna, szczególnie dla włoskich i zagranicznych studentów) ‘’PIZZA CASA” tzw. DOM PIZZY. Podczas całego pobytu we Włoszech udało nam się spotkać Polaków, czy też Włochów z polskimi korzeniami czy rodziną, co było dla nas miłym zaskoczeniem.

Bolonia była dla nas centrum młodzieńczego zapału, temperamentu oraz pulsującego życia.  Mimo, że wyrobiliśmy sobie rutynę dzienną, to każdy dzień był dla nas nowym doświadczeniem, szczególnie zakupy  w marketach ( u nas standardowo był to ‘’CONAD’’ lub ‘’IN’S MARCETO’’). Ale wracając do rutyny wyglądała ona tak:

  • Poranki każdy zaczynał indywidualnie lub w mniejszych grupach (2-3 osobowych), ponieważ godziny pracy były różne. Następne było śniadanie, które czasem robione w pośpiechu stawało się spontanicznym doświadczeniem eksperymentalnym.
  • Po 8 – godzinnej pracy przychodził czas na wspólny posiłek, który każdego dnia był innym doznaniem smakowym. Zakupy robiliśmy w marketach wyżej wspomnianych i często gotowaliśmy zbiorowo (również mile wspominamy obiady u Pani Luizy, które swoją drogą były przepyszne oraz stały się wybawieniem w męczące dni). Wspólne gotowanie było interesującym przeżyciem, ponieważ przynosiło pełno śmiechu, kłótni (w kwestii smaku) i w ostatecznej wersji przychodził czas na kosztowanie i smakowanie posiłków.
  • Ostatnim punktem codziennego dnia była rozrywka. Mowa tutaj o rozgrywkach tenisa stołowego (często z grupą z Poznania), maratonach filmowych, wieczornych spacerach po urokliwej Bolonii, wspólnych grach w gry karciane czy też zakupach, które kończyły się SŁODKIMI ucztami z masą słodyczy.

Myślimy, że życie w obcym mieście w zupełnie innym kraju było dość zaskakujące, mówię zarówno o pozytywach, które przeważały, jak i negatywach. Jednym z pozytywów było odnajdywanie polskich zamienników produktów czy sklepów. Przy pomocy Pani Patrycji udało nam się znaleźć włoskiego Rossmana czyli ‘’TIGOTA’’.

Oprócz wycieczek poza Bolonię ( wycieczka do Florencji, do Wenecji), miasto, w którym żyliśmy stało się dla nas inspirujące i pełne przeżyć i niezapomnianych wspomnień. Uważamy, że cała nasza grupa dobrze zintegrowała się podczas wyjazdu, co przyczyniło się do dobrego zorganizowania i dobrych myśli w sytuacjach kryzysowych, które ani trochę nie były przez to trudne.

W końcu także nadszedł dzień rozstania z tym  miejscem. Ostatni raz zamykając drzwi camplusu wiedzieliśmy, że kończymy pewien rozdział w naszym życiu, który dużo nas nauczył. Wzbudził w nas chęć poznawania innych ludzi, kultur czy  przestrzeni. Uświadomił nam jak bardzo ważną rzecz w życiu młodych ludzi odgrywa nauka innych języków.

Kinga i Paulina


Skip to content